Procedury habilitacyjne w Polsce w 2025 roku – analiza stanu obecnego
1. Ramy prawne i regulacyjne
Polski system nadawania stopnia doktora habilitowanego opiera się obecnie na przepisach ustawy z 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (tzw. Ustawa 2.0 lub Konstytucja dla Nauki). Ustawa ta weszła w życie 1 października 2018 r. i zastąpiła wcześniejsze regulacje, w tym ustawę z 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym. Nowe prawo scaliło przepisy dotyczące szkolnictwa wyższego i nauki, wprowadzając m.in. istotne zmiany w procedurach awansu naukowego. Stopień doktora habilitowanego nadal funkcjonuje jako kolejny stopień naukowy po doktoracie, niezbędny do pełnej samodzielności naukowej (uprawnienia do promowania doktorów, recenzowania prac awansowych, zajmowania stanowisk profesorskich itp.).
Potrzebujesz wsparcia w procesie habilitacji lub konsultacji w sprawie doktoratu? Napisz do nas – zapewniamy ekspercką pomoc na każdym etapie rozwoju naukowego!
Ustawa z 2018 r. określa podstawowe wymagania i ramy postępowań habilitacyjnych. Artykuł 219 ustawy stanowi, że stopień doktora habilitowanego można nadać osobie spełniającej trzy główne warunki: (1) posiada stopień doktora; (2) legitymuje się dorobkiem naukowym lub artystycznym stanowiącym znaczny wkład w rozwój danej dyscypliny – w tym co najmniej jedno z następujących osiągnięć: monografia naukowa wydana w renomowanym wydawnictwie z listy ministerialnej, tematycznie spójny cykl artykułów naukowych opublikowanych w wysoko punktowanych czasopismach lub materiałach konferencyjnych, lub oryginalne osiągnięcie projektowe/konstrukcyjne/technologiczne lub artystyczne; oraz (3) wykazuje się istotną aktywnością naukową prowadzoną w więcej niż jednej instytucji, w szczególności zagranicznej. Wymóg aktywności w różnych ośrodkach ma na celu potwierdzenie niezależności badawczej habilitanta. Ponadto osiągnięcia habilitacyjne muszą pochodzić z okresu po uzyskaniu doktoratu, co zapobiega „podciąganiu” dorobku sprzed PhD.
Nowe prawo zmieniło też strukturę instytucjonalną procesu habilitacji. Z dniem 1 października 2019 r. zadania dawnej Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów (CK) przejęła nowo utworzona Rada Doskonałości Naukowej (RDN). RDN jest obecnie centralnym organem nadzorczym i koordynującym postępowania awansowe – posiada status organu wyższego stopnia w rozumieniu KPA od 15 lutego 2023 r., co formalnie ustanowiło jej kompetencje odwoławcze w sprawach nadawania stopni. Zadaniem RDN jest m.in. czuwanie nad jakością i rzetelnością przewodów habilitacyjnych, powoływanie recenzentów i członków komisji habilitacyjnych oraz rozpatrywanie odwołań. Habilitacje zostały zdecentralizowane – stopnie nadają uprawnione podmioty (uczelnie i instytuty) zamiast centralnej komisji, jednak RDN zapewnia spójność procedur w skali kraju.
Uprawnienia jednostek do nadawania stopni uzależniono od wyników ewaluacji jakości badań. Zgodnie z art. 216–218 ustawy, stopnie doktora i doktora habilitowanego mogą nadawać uczelnie oraz instytuty naukowe, które w danej dyscyplinie posiadają odpowiednią kategorię naukową (po ewaluacji). Uprawnienie do habilitacji przysługuje podmiotom z kategorią A+, A lub B+ w danej dyscyplinie. Takie powiązanie z oceną działalności naukowej ma zapewnić, że habilitacje będą nadawane jedynie w jednostkach o potwierdzonej wysokiej jakości badań. W praktyce oznacza to, że po pierwszej ewaluacji według nowych zasad (zakończonej w 2022 r.), wiele instytucji z kategorią B utraciło możliwość prowadzenia przewodów habilitacyjnych, podczas gdy te z nowo wprowadzoną kategorią B+ zyskały lub utrzymały uprawnienia. Dodatkowo przepisy przewidują tryb uzyskania uprawnień dla nowo wyodrębnionych dyscyplin lub instytucji, które spełnią minimalne warunki kadrowe i jakościowe (m.in. zatrudnienie co najmniej 12 pracowników aktywnych w danej dyscyplinie oraz posiadanie kategorii naukowej na poziomie B+ lub wyższej).
Rozporządzenia wykonawcze doprecyzowują przebieg postępowania habilitacyjnego. Kluczowym aktem jest rozporządzenie MNiSW (obecnie MEiN) z 2018 r. w sprawie szczegółowego trybu i warunków przeprowadzania postępowań w sprawie nadania stopni, które określa m.in. skład i sposób powoływania komisji habilitacyjnej, wymagane dokumenty (wniosek, autoreferat, wykaz publikacji, opinie itp.), wysokość wynagrodzeń recenzentów, procedury odwoławcze, a także tryb nostryfikacji stopni uzyskanych za granicą. Ponadto minister właściwy ogłasza wykaz punktowanych czasopism i wydawnictw (zgodnie z art. 267 ustawy) – ma to bezpośredni związek z habilitacją, gdyż wymóg monografii lub cyklu artykułów odnosi się właśnie do pozycji z tych list. W latach 2019–2025 listy te kilkakrotnie aktualizowano, co wpływało na strategię publikacyjną kandydatów (preferowanie publikacji w wysoko punktowanych miejscach, co przekłada się zarówno na ocenę dorobku habilitacyjnego, jak i parametryzację jednostek).
W latach 2020–2025 wprowadzono kilka nowelizacji ustawy, istotnych dla procedur habilitacyjnych. Najważniejsza jest nowela z 13 stycznia 2023 r., która weszła w życie w lutym i październiku 2023. Zmiany te dotyczyły przede wszystkim usprawnienia postępowań awansowych i dostosowania przepisów do nowej klasyfikacji dyscyplin. W ramach tej nowelizacji:
- Kolokwium habilitacyjne – zmieniono zasady jego przeprowadzania (szczegóły omówiono w sekcji 2). Do 30 września 2023 r. utrzymano zasadę, że decyzję o organizacji kolokwium podejmuje komisja habilitacyjna, z tym że obowiązkowo musiało się ono odbyć w dziedzinach nauk humanistycznych, społecznych i teologicznych. Natomiast dla postępowań wszczętych od 1 października 2023 r. kolokwium stało się obligatoryjne we wszystkich dziedzinach, co ma zwiększyć transparentność i publiczny charakter procedury. Ustawodawca uznał, że otwarte kolokwium (prezentacja i dyskusja osiągnięć kandydata) jest ważnym elementem zapewniającym obiektywizm oceny. Jednocześnie od 2023 r. wprowadzono zasadę, że jeśli co najmniej dwie recenzje habilitacyjne są negatywne, kolokwium się nie przeprowadza – pozwala to zakończyć postępowanie negatywnie bez zbędnej zwłoki, gdy sukces kandydata i tak jest mało prawdopodobny.
- Terminowość postępowań – nowela potwierdziła, że RDN pełni rolę organu odwoławczego (wyższego stopnia), co ma usprawnić rozpatrywanie odwołań od odmowy nadania stopnia. Doprecyzowano także zasady zawieszania lub umarzania przewodów. Co ważne, przepisy przejściowe ustaliły ostateczny termin na zakończenie postępowań habilitacyjnych rozpoczętych pod rządami starych przepisów. Postępowania niezakończone do końca 2022 r. miały zostać umorzone – ta budząca emocje regulacja („habilitacje niezakończone przed końcem 2022 trafią do kosza”) spowodowała przyspieszenie kończenia spraw wszczętych przed 2019 r., choć w części przypadków wywołała spory prawne i skłoniła kandydatów do odwołań sądowych.
- Skład organów decydujących – wprowadzono wymóg, by uchwały w sprawie nadania stopnia na uczelniach (gdy organem nadającym jest rada naukowa dyscypliny lub inny statutowy organ) podejmowali wyłącznie profesorowie i profesorowie uczelni. Od 1 października 2023 r. osoby nieposiadające tytułu profesora ani stanowiska profesora uczelni (czyli np. samodzielni naukowcy tylko ze stopniem dr hab.) nie powinni decydować o nadaniu habilitacji. Wymusiło to dostosowanie regulaminów uczelni – ma na celu zwiększenie rangi i doświadczenia osób podejmujących kluczowe uchwały.
- Finansowanie postępowań – od lutego 2023 doprecyzowano, że jeśli kandydat jest zatrudniony w więcej niż jednym miejscu, koszty postępowania habilitacyjnego ponosi podmiot będący jego podstawowym miejscem pracy. Jest to ważne w kontekście odpłatności za przewód (o czym szerzej w sekcji 4): uczelnie i instytuty dzielą się kosztami według umowy, ale zasadą jest, że macierzysta instytucja (etat podstawowy) finansuje proces habilitacji swojego pracownika. Ma to zapobiec przerzucaniu kosztów na kandydata lub sporym o to, kto zapłaci recenzentom.
Nowy system habilitacyjny został zaprojektowany z myślą o zgodności z standardami europejskimi, choć należy podkreślić, że habilitacja jako odrębny stopień naukowy nie występuje we wszystkich krajach UE. W ramach procesu bolońskiego zasadniczo wyróżnia się trzy stopnie kształcenia (licencjat/inżynier, magister, doktor), a habilitacja jest ponadstandardowym wymogiem istniejącym głównie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i niemieckojęzycznych. Polska – podobnie jak m.in. Niemcy, Austria, Francja czy Czechy – utrzymała tę tradycyjną formę kwalifikacji postdoktoranckiej, argumentując to potrzebą zachowania wysokich standardów kadry naukowej. Próby zniesienia habilitacji podejmowano już wcześniej (np. minister nauki prof. Barbara Kudrycka proponowała jej likwidację w 2008 r. celem przyspieszenia kariery naukowej), jednak spotykały się one z oporem środowiska akademickiego. Przeważyło stanowisko, że ze względu na zróżnicowaną jakość doktoratów habilitacja pełni funkcję filtra jakościowego – jak stwierdził prof. Hubert Izdebski, poziom wielu doktoratów w Polsce jest niski, zatem konieczny jest dodatkowy stopień weryfikujący kompetencje. W rezultacie reforma z 2018 r. nie zniosła habilitacji, lecz ją zreformowała. Podjęto jednak działania mające zbliżyć polski system awansów do modeli międzynarodowych: wprowadzono m.in. instytucję szkoły doktorskiej i habilitację w uproszczonej formie dla wybitnych cudzoziemców (o czym niżej), a także rozważano alternatywne ścieżki awansu (np. tzw. “duży doktorat” – zob. sekcja 6) pozwalające osiągnąć samodzielność naukową szybciej niż klasyczną drogą doktorat→habilitacja. Pomimo tych kroków, Polska pozostaje krajem, w którym habilitacja jest niezbędnym elementem kariery akademickiej – co z jednej strony ma gwarantować standardy, z drugiej rodzi szereg wyzwań omówionych w dalszych częściach pracy.
2. Procedury i wymagania habilitacyjne
Postępowanie habilitacyjne jest wszczynane na wniosek osoby ubiegającej się o stopień doktora habilitowanego. Po reformie procedura została scentralizowana informatycznie – kandydat składa wniosek za pośrednictwem Rady Doskonałości Naukowej (RDN) do wybranego podmiotu habilitującego, czyli instytucji posiadającej uprawnienia w danej dyscyplinie. Praktycznie odbywa się to przez elektroniczny system RDN (platforma ePUAP lub dedykowana aplikacja), gdzie kandydat dołącza wymagane dokumenty. Wniosek habilitacyjny zawiera m.in.: autoreferat (obszerne omówienie dorobku naukowego i osiągnięcia habilitacyjnego), pełny wykaz publikacji i innych osiągnięć, informacje o aktywności naukowej (staże, projekty, udział w konferencjach), dyplom doktoratu oraz oświadczenia kandydata. Wymagane jest także wskazanie osiągnięcia głównego, stanowiącego podstawę habilitacji – np. tytuł monografii lub cyklu publikacji oraz ich streszczenie.
Formalne wymagania wobec habilitanta zostały określone w ustawie (art. 219, patrz wyżej) i muszą zostać zweryfikowane na początku postępowania. Biuro RDN dokonuje oceny formalnej wniosku – sprawdza, czy kandydat ma stopień doktora, czy dorobek mieści się w dyscyplinie i czy zgłoszone osiągnięcie spełnia ustawowe kryteria (np. czy monografia wydana jest przez uznane wydawnictwo z ministerialnej listy, czy cykl publikacji składa się z recenzowanych artykułów z listy czasopism, itd.). Braki formalne lub niespełnienie ustawowych minimów skutkują pozostawieniem wniosku bez rozpoznania. Jeśli wymogi są spełnione, RDN przekazuje sprawę do właściwego podmiotu habilitującego (np. rady dyscypliny na wybranej uczelni).
Kolejnym etapem jest powołanie Komisji habilitacyjnej. Skład komisji jest z góry określony przepisami – obecnie liczy ona 7 członków: przewodniczącego, sekretarza, jednego członka oraz czterech recenzentów. Przewodniczącym komisji zostaje zwykle przedstawiciel podmiotu habilitującego (uczelnianej rady dyscypliny) posiadający tytuł profesora lub co najmniej stopień dr hab., podobnie jak sekretarz i członek komisji (to reprezentanci jednostki przyjmującej wniosek). Natomiast czterech recenzentów ma zapewnić zewnętrzną, niezależną ocenę osiągnięć kandydata – są to samodzielni pracownicy naukowi (dr hab. lub profesor) z innych instytucji, w tym przynajmniej dwóch spoza jednostki habilitującej. Kluczową rolę odgrywa tu RDN, która spośród ekspertów w danej dyscyplinie wskazuje (losuje lub wyznacza) recenzentów oraz pozostałych członków komisji. Zapewnia to udział w procedurze osób niezwiązanych bezpośrednio z kandydatem czy jego macierzystą jednostką, co sprzyja obiektywizmowi. Komisja habilitacyjna zostaje formalnie powołana uchwałą rady dyscypliny lub innego organu jednostki (zgodnie z jej regulaminem), po czym przejmuje prowadzenie dalszych prac.
Recenzje habilitacyjne stanowią rdzeń oceny merytorycznej dorobku. Każdy z czterech recenzentów otrzymuje dokumentację kandydata i przygotowuje szczegółową recenzję, oceniając: poziom i oryginalność osiągnięcia głównego (monografii, cyklu publikacji itp.), wkład kandydata w rozwój dyscypliny, jego dorobek naukowy po doktoracie (publikacje, cytowalność, projekty), a także aktywność naukową (współpraca międzynarodowa, mobilność, popularyzacja wiedzy, sukcesy dydaktyczne, jeśli wymagane). Recenzje powinny być skrupulatne, rzetelne i uzasadnione – zgodnie z dobrymi praktykami akademickimi, każda pozytywna ocena powinna wynikać z rzeczywistej wartości osiągnięć, a nie kurtuazji czy nieformalnych układów. Niestety, bywa z tym różnie i zdarzają się zarówno recenzje zdawkowe aprobujące habilitację mimo wątpliwości, jak i recenzje przesadnie krytyczne. Procedury przewidują, że recenzje są jawne – po ich otrzymaniu kandydat i środowisko mogą się z nimi zapoznać (publikowane są w Biuletynie Informacji Publicznej danej jednostki).
Gdy wszystkie recenzje wpłyną, komisja habilitacyjna przystępuje do oceny całościowej. Na tym etapie odbywa się kolokwium habilitacyjne, o ile nie zostało zaniechane (patrz niżej). Kolokwium habilitacyjne to spotkanie, podczas którego kandydat prezentuje swoje osiągnięcia i odpowiada na pytania komisji oraz (jeśli jest publiczne) zgromadzonej publiczności. Tradycyjnie kolokwium miało formę krótkiego wykładu habilitacyjnego kandydata, związanego tematycznie z jego badaniami, następnie sesji pytań od recenzentów i członków komisji. Po dyskusji komisja ocenia wystąpienie i udzielone odpowiedzi, co wpływa na końcową decyzję o przyznaniu habilitacji. W praktyce kolokwium pozwala komisji wyjaśnić ewentualne wątpliwości z recenzji oraz sprawdzić kompetencje kandydata w bezpośredniej rozmowie. Dotychczas przepisy pozostawiały komisji swobodę co do organizacji kolokwium – do 2023 r. nie było ono obowiązkowe we wszystkich przypadkach. Komisje często rezygnowały z kolokwium zwłaszcza w naukach ścisłych i przyrodniczych, gdy dorobek kandydata był jednoznacznie oceniony przez recenzentów (stąd w 2020–2022 wiele habilitacji odbyło się bez publicznej obrony). Jednakże, jak wspomniano, od października 2023 kolokwium jest obligatoryjne w każdym postępowaniu habilitacyjnym niezależnie od dyscypliny. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy kandydat otrzymał dwie lub więcej recenzji negatywnych – wtedy postępowanie kończy się odmową bez etapu kolokwium. Ustawodawca podkreśla walor publiczności kolokwium – ma być jawne (często transmitowane zdalnie lub odbywać się z udziałem szerszej publiczności akademickiej), co zwiększa transparentność i kontrolę środowiska nad procesem. Kolokwium może odbywać się tradycyjnie lub – od czasu pandemii COVID-19 – z wykorzystaniem środków zdalnej komunikacji (przepisy wprowadzone w 2020 r. dopuściły wideokonferencje, co okazało się przydatne również w normalnych warunkach, np. gdy recenzent jest z zagranicy).
Po dyskusji i zamknięciu kolokwium komisja habilitacyjna odbywa posiedzenie niejawne, na którym większością głosów podejmuje uchwałę z opinią w sprawie nadania stopnia. Głosowanie komisji jest jawne tylko dla jej składu (w komisji uczestniczy minimum przewodniczący, sekretarz i dwaj recenzenci, by kworum było zachowane). Opinia komisji może być pozytywna lub negatywna i zawiera uzasadnienie. Co ważne, przepisy stanowią, że opinia nie może być pozytywna, jeżeli co najmniej dwie recenzje były negatywne – w praktyce oznacza to konieczność jednomyślności lub co najwyżej jednego głosu sprzeciwu wśród recenzentów, by habilitacja mogła przejść. Jeśli np. z czterech recenzji dwie są negatywne, komisja z mocy prawa musi wydać opinię odmowną (nawet jeżeli dwóch innych recenzentów było „za”). Taka regulacja zapobiega sytuacjom, w których słabszy kandydat przeszedłby przy podzielonych ocenach dzięki głosom członków komisji niezwiązanych z recenzjami.
Uchwała komisji habilitacyjnej wraz z całą dokumentacją trafia następnie do rady właściwej dyscypliny (lub innego organu uprawnionego w podmiocie habilitującym). Rada ta podejmuje ostateczną uchwałę o nadaniu lub odmowie nadania stopnia doktora habilitowanego. W praktyce, jeżeli komisja wydała opinię pozytywną, rada dyscypliny zazwyczaj również przyjmuje uchwałę pozytywną (choć formalnie może odmówić – to się zdarza niezwykle rzadko). Jeśli opinia komisji była negatywna, rada najczęściej tylko zatwierdza odmowę. Możliwość odmiennych decyzji istnieje w granicach prawa (organ nadający nie jest ściśle związany opinią komisji), ale z racji autorytetu recenzentów i komisji takie przypadki należą do wyjątków. Po podjęciu uchwały przez podmiot habilitujący stopień doktora habilitowanego zostaje formalnie nadany – od tego momentu habilitant uzyskuje prawa samodzielnego pracownika naukowego (m.in. uprawnienie do używania tytułu dr hab., promowania doktorantów, ubiegania się o tytuł profesora).
Warto zaznaczyć, że procedura habilitacyjna jest obwarowana terminami – choć nie zawsze przestrzeganymi w praktyce. Ustawa nie podaje sztywnej długości trwania przewodu, lecz wymaga, by działania komisji były realizowane bez zbędnej zwłoki. Przykładowo, zgodnie z przyjętymi zasadami Uniwersytetu Warszawskiego, komisja powinna przekazać swoją uchwałę radzie dyscypliny w ciągu 6 tygodni od otrzymania wszystkich recenzji. Samym recenzentom zwykle wyznacza się na przygotowanie recenzji ok. 2–3 miesiące. Mimo to, rzeczywisty czas trwania postępowań bywa długi – w dalszej części przedstawiono statystyki i problemy z przewlekłością.
Na zakończenie procesu habilitant otrzymuje dyplom doktora habilitowanego, wydany przez jednostkę, która nadała stopień (zatwierdzony także przez RDN). Od 2022 r. dopuszczono wydawanie wspólnych dyplomów, jeśli przewód był prowadzony we współpracy z podmiotem zagranicznym – np. w przypadku tzw. podwójnych doktoratów czy habilitacji realizowanych częściowo za granicą (choć to w praktyce wciąż rzadkość na poziomie habilitacji).
Podsumowując, obecna procedura habilitacyjna w Polsce jest sformalizowana, wieloetapowa i opiera się na recenzji dorobku oraz publicznej obronie osiągnięć. Kandydat musi wykazać się znaczącym wkładem naukowym i niezależnością. Rola RDN zapewnia pewien stopień standaryzacji i kontroli jakości – to RDN pośredniczy w uruchomieniu przewodu i obsadza kluczowe funkcje recenzenckie. Jednocześnie odciążono centralny organ od bezpośredniego nadawania stopni – decyzja finalna należy do społeczności akademickiej w ramach uprawnionej jednostki. Wprowadzono też mechanizmy mające zwiększyć przejrzystość (obowiązkowe kolokwium publiczne, jawność recenzji) oraz sprawność postępowań (terminy na recenzje, ograniczenie dalszego procedowania przy negatywnych ocenach). Mimo to, jak pokażą dalsze rozdziały, praktyka pokazała pewne trudności i rozbieżności – procedury nie zawsze przebiegają szybko i bezproblemowo, a ocena dorobku wciąż bywa przedmiotem kontrowersji.
3. Analiza statystyczna i trendy (2020–2025)
Aby ocenić funkcjonowanie systemu habilitacji w ostatnich latach, warto prześledzić dostępne dane statystyczne dotyczące liczby habilitacji, skuteczności postępowań oraz charakterystyk habilitantów. Lata 2020–2025 były okresem przejściowym i szczególnym – następowało wygaszanie starych przewodów na podstawie poprzedniej ustawy i rozkręcanie się nowego systemu opartego na ustawie 2.0, a dodatkowo sytuację komplikowała pandemia COVID-19.
Liczba nadawanych habilitacji w tym okresie uległa znaczącym zmianom. W pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów (2019) odnotowano nienaturalny wzrost liczby habilitacji, ale były to niemal wyłącznie przewody wszczęte jeszcze według starych zasad. Jak podało MEiN, w 2019 r. na podstawie poprzedniej ustawy nadano aż 3205 stopni doktora habilitowanego (dla porównania: w 2016 r. – 1860, w 2017 – 1684). Ten ponad dwukrotny skok w 2019 r. wynikał z „efektu ostatniej chwili” – wielu naukowców pospiesznie złożyło wnioski przed wejściem w życie ustawy 2.0, obawiając się nieznanych nowych wymagań. Było to zjawisko już wcześniej obserwowane przy zmianach prawnych: reforma wywołała spiętrzenie habilitacji, które sztucznie zawyżyło statystyki 2019.
Od 2020 r. rozpoczęto już nadawanie stopni w dwóch trybach – starym (dla postępowań będących w toku z poprzednich lat) i nowym. W 2020 r. habilitacje otrzymało łącznie 2051 osób, z czego 1960 osób według starych przepisów, a tylko 91 osób według nowej procedury. Pokazuje to, że w pierwszym roku nowego systemu dominowały jeszcze „habilitacje przejściowe”. Do końca 2020 r. zdecydowana większość zaległych spraw została domknięta. Już 2021 r. przyniósł odwrócenie proporcji: tylko 104 habilitacje nadano starym trybem, natomiast 702 osoby uzyskały stopień dr hab. według nowych zasad. Łącznie w 2021 r. mowa o ~806 habilitacjach (choć MEiN zaznaczało, że dane za 2021 były niepełne z uwagi na opóźnienia w raportowaniu w systemie POL-on). Tendencja jest zatem wyraźna – od 2021 r. niemal wszystkie nowe habilitacje odbywają się już w ramach procedury z 2018 r.
Dane za lata 2022–2025 nie zostały jeszcze w całości oficjalnie opublikowane w momencie przygotowywania niniejszego opracowania, ale można wskazać pewne szacunkowe wielkości i trendy na podstawie cząstkowych informacji i wypowiedzi resortu. W 2022 r. liczba nadanych habilitacji w nowym trybie prawdopodobnie ustabilizowała się na poziomie kilkuset rocznie (prawdopodobnie 600–800). Po wygaśnięciu ostatnich „starych” postępowań (do 31.12.2022) system działał już jednotorowo. W 2023 r. można było zaobserwować ponowny wzrost aktywności habilitacyjnej – częściowo dlatego, że po ewaluacji dyscyplin z 2022 r. więcej instytucji odzyskało uprawnienia (kategoria B+), a także ustały pandemiczne ograniczenia. Według danych ze strony RAD-on (publicznego rejestru postępowań) na wrzesień 2023, w samym 2023 r. wszczęto 369 postępowań habilitacyjnych (które na ten moment były w toku). Jeśli dodać do tego postępowania zakończone w 2023, można przypuszczać, że łączna liczba nadanych stopni w tym roku mogła przekroczyć 500–600. Prognozy na 2024–2025 zależą od kilku czynników: liczby wypromowanych doktorów w poprzednich latach (potencjalnych kandydatów do habilitacji), tempa awansu młodszej kadry oraz ewentualnych zmian systemowych. Pewne jest, że skala habilitacji nie wróci do rekordowego poziomu z 2019 r. (co było anomalią), ale prawdopodobnie utrzyma się w granicach kilkuset rocznie, ze stopniowym spadkiem w dłuższej perspektywie z powodu niżu demograficznego w nauce i malejącej liczby doktorantów.
Skuteczność postępowań habilitacyjnych (tj. odsetek zakończonych nadaniem stopnia vs odmową) jest trudniejsza do oszacowania, gdyż oficjalne statystyki MEiN nie podają wprost liczby nieudanych habilitacji. Tradycyjnie w Polsce większość habilitacji kończyła się pomyślnie – kandydaci zwykle rozpoczynają procedurę mając już ugruntowany dorobek spełniający kryteria, a negatywne rozstrzygnięcia były rzadkością (często wynik niepewny powodował, że kandydat rezygnował jeszcze przed złożeniem wniosku). Szacuje się, że w ostatnich latach ok. 10–15% postępowań kończyło się odmową nadania stopnia. Pewną miarą jest liczba odwołań trafiających do RDN – według danych z Science Watch, od 2020 do 2023 r. na stronie RAD-on odnotowano łącznie 394 niezakończone (być może sporne) postępowania habilitacyjne, z czego 369 pochodziło z 2023 r.. Może to sugerować pewne kumulowanie się trudniejszych spraw lub zaległości w 2023. W każdym razie większość habilitacji w Polsce jest ostatecznie przyznawana, co wynika także z samoselekcji kandydatów i nieformalnych konsultacji przed złożeniem wniosku.
Patrząc na rozkład geograficzny habilitacji, zauważa się koncentrację w głównych ośrodkach akademickich. Wynika to z faktu, że to tam działają najsilniejsze jednostki z kategoriami A+/A (uniwersytety, instytuty PAN), uprawnione do habilitacji, a także tam skupia się kadra i potencjalni habilitanci. Według dostępnych zestawień najwięcej habilitacji nadawanych jest w województwie mazowieckim (Warszawa – uniwersytety, instytuty PAN), małopolskim (Kraków), śląskim (silna sieć uczelni technicznych i medycznych), dolnośląskim (Wrocław) oraz wielkopolskim (Poznań). W mniejszych ośrodkach oraz na wielu uczelniach prywatnych habilitacje są rzadkie lub w ogóle się nie odbywają – albo z braku uprawnień, albo kandydaci wolą przewód przeprowadzić na większej uczelni o renomowanej komisji. W latach 90. i 2000. popyt na habilitacje w Polsce był rozproszony ze względu na rozkwit ponad 300 uczelni (w tym wielu niepublicznych), które musiały zatrudniać określoną liczbę doktorów habilitowanych by spełniać wymogi kadrowe. To powodowało, że habilitanci byli „towarem na wagę złota” – osoby z tytułem dr hab. podróżowały między uczelniami, by uzupełniać minima kadrowe, często za wysokim dodatkowym wynagrodzeniem. Obecnie, po konsolidacji sektora i spadku liczby studentów, taka sytuacja zdarza się rzadziej, ale nadal geografia habilitacji odzwierciedla koncentrację zasobów naukowych w największych miastach.
Istotnym aspektem jest struktura demograficzna habilitantów. Tradycyjnie w Polsce uzyskanie habilitacji było osiągane stosunkowo późno w karierze – średni wiek habilitanta jeszcze dekadę temu wynosił ok. 45–50 lat. Według niedawnych danych, średni wiek uzyskania stopnia dr hab. to około 45 lat. Oznacza to, że typowy naukowiec sięga po habilitację około 10–15 lat po doktoracie (biorąc pod uwagę, że doktorat zwykle kończy się w wieku ~30–35 lat). W opinii wielu ekspertów to wciąż zbyt późno – oznacza to, że polski naukowiec pełną samodzielność (np. prawo kierowania zespołem badawczym jako promotor) zdobywa dopiero w drugiej połowie kariery, podczas gdy najbardziej twórczy okres 25–35 lat jest częściowo zmarnowany na podporządkowanej pozycji asystenta czy adiunkta. Dla porównania, w krajach anglosaskich już około 40. roku życia wielu badaczy jest profesorami (bez habilitacji). Co prawda wprowadzanie konkursów na stanowiska adiunkta i profesora uczelnianego zniosło dawny automatyzm awansu dopiero po habilitacji, jednak stopień ten nadal jest warunkiem promowania doktorantów i ubiegania się o tytuł profesora, więc jego zdobycie wyznacza umowną granicę „dorosłości naukowej”.
Jeśli chodzi o strukturę płci wśród habilitantów, dane są zróżnicowane w zależności od dziedziny. Ogólnie udział kobiet w habilitacjach stopniowo rośnie i odzwierciedla ich rosnącą rolę w nauce. W roku akad. 2021/2022 według niektórych sprawozdań kobiety stanowiły nawet ~58% osób, którym nadano stopień dr hab., wobec 42% mężczyzn. Choć ten wskaźnik może różnić się w zależności od źródła i dziedziny (np. w technice i naukach ścisłych habilituje się więcej mężczyzn, w humanistyce więcej kobiet), w skali całego kraju można mówić o co najmniej wyrównanej reprezentacji obu płci wśród habilitantów. Co interesujące, badania wskazują, że system habilitacji inaczej wpływa na kariery kobiet i mężczyzn. Z jednej strony, w krajach z habilitacją kobiety częściej pozostają w nauce do osiągnięcia tego stopnia (gender gap w ogóle zatrudnienia naukowego jest nieco mniejszy niż w krajach bez habilitacji), z drugiej strony – jak wykazali dr Natalia Letki i in. w szeroko zakrojonym badaniu – w systemach z habilitacją tempo rozwoju naukowego kobiet jest wyraźnie wolniejsze niż ich koleżanek z krajów bez tego wymogu. Habilitacja może działać jak szklany sufit – kobiety często dłużej zbierają dorobek do habilitacji np. ze względu na obowiązki rodzinne lub mniejszy dostęp do nieformalnych sieci mentorsko-sponsorskich, co przekłada się na niższą produktywność naukową. W 15. roku kariery naukowej produktywność (publikacyjna) kobiet w krajach z habilitacją jest średnio tylko 2,6 razy wyższa niż w 2. roku, podczas gdy w krajach anglosaskich (bez habilitacji) – 4,6 razy wyższa. Innymi słowy, habilitacja spowalnia rozwój naukowy zwłaszcza kobiet, co budzi pytania o równość szans w naszym systemie.
Na statystyki lat 2020–2025 silny wpływ wywarła pandemia COVID-19. W roku 2020 wiele przewodów habilitacyjnych zostało spowolnionych – uczelnie były zamknięte, posiedzenia komisji odraczano lub organizowano zdalnie, część kandydatów odkładała składanie wniosku. To tłumaczy m.in. bardzo niską liczbę tylko 91 „nowych” habilitacji w 2020 r.. Później, w 2021, nastąpiło nadrobienie zaległości. Pandemia wymusiła też cyfryzację – recenzenci zaczęli częściej pracować zdalnie, kolokwia odbywały się online. Ciekawe jest, że w niektórych przypadkach zrezygnowano z kolokwiów właśnie pod pretekstem pandemii – co mogło wpłynąć na statystyki (np. mniej obron publicznych). Ogólnie jednak COVID-19 miał efekt przejściowy i system habilitacji dostosował się, nie notując trwałego załamania.
Patrząc na trendy w dłuższej perspektywie, wydaje się, że system habilitacji w Polsce wkroczył w fazę stabilizacji pod rządami nowych przepisów. Po szoku legislacyjnym 2018/2019 i „dogrywce” starych habilitacji do 2022 r., teraz rocznie nadawanych jest kilkaset stopni dr hab., co odpowiada mniej więcej zapotrzebowaniu wynikającemu z liczby doktorów aspirujących do samodzielności. Można przewidywać, że liczby te będą powoli maleć – ze względu na zmniejszającą się liczbę kandydatów (mniej doktorantów, odpływ młodych naukowców za granicę lub poza naukę) oraz ewentualne zmiany systemowe (jeśli np. pojawi się alternatywna ścieżka awansu). Niemniej habilitacja pozostaje zjawiskiem masowym w polskiej nauce – co roku kilkaset osób przechodzi przez ten proces, a tysiące są w jego trakcie (zbierają dorobek, publikują, zdobywają doświadczenie). W kolejnych rozdziałach przyjrzymy się, z jakimi wyzwaniami i problemami mierzy się obecnie ten system oraz jak wypada na tle innych krajów.
4. Wyzwania i problemy obecnego systemu habilitacji
Mimo że procedury habilitacyjne zostały sformalizowane i ujednolicone, w praktyce funkcjonowanie systemu ujawniło szereg problemów i wyzwań. Dotyczą one zarówno kwestii proceduralnych i organizacyjnych, jak i bardziej fundamentalnych – obiektywności oceny dorobku, różnic między dyscyplinami, a nawet sensu utrzymywania habilitacji w dotychczasowej formie. Poniżej omówiono najważniejsze z tych wyzwań.
Przewlekłość postępowań i biurokracja. Jednym z zamierzeń reformy 2018 było przyspieszenie i odformalizowanie ścieżki awansu naukowego. Jednak rzeczywistość nie zawsze sprostała tym oczekiwaniom. Wieloetapowość procedury (wniosek → RDN → komisja → recenzje → kolokwium → uchwała komisji → uchwała rady) sprawia, że czas trwania przewodu habilitacyjnego bywa bardzo długi. W założeniu całość mogłaby się zamknąć w 6–9 miesiącach, ale w praktyce często trwa ponad rok, a znane są przypadki ciągnące się nawet 2 lata lub dłużej. Przyczyny opóźnień są różne: trudności RDN ze sprawnym wyznaczaniem recenzentów (zwłaszcza w wąskich specjalnościach – znalezienie czterech kompetentnych osób, niezwiązanych z kandydatem, które jednocześnie zgodzą się napisać recenzję, bywa wyzwaniem), opóźnienia recenzentów w oddawaniu opinii (nie ma skutecznych mechanizmów dyscyplinujących poza grzecznymi ponagleniami), kalendarz posiedzeń rad dyscypliny (jeśli dokumenty spływają tuż po zebraniu rady, kandydat musi czekać kilka miesięcy na kolejne). W efekcie tempo wielu postępowań pozostawia wiele do życzenia. Wspomniany artykuł „Siedem grzechów głównych RDN” wskazywał, że na stronie RAD-on pod koniec 2023 r. widniały setki postępowań wszczętych w minionych latach, wciąż niezakończonych (np. 56 z 2020 r., 16 z 2019 r.), co sugeruje poważne zaległości. Autorzy pytają wręcz retorycznie: „kto poniesie odpowiedzialność za tak długotrwałe procedury oceny kandydatów?”. Z punktu widzenia habilitanta, przeciąganie się przewodu to poważny problem – opóźnia uzyskanie uprawnień (np. by móc aplikować o stanowisko profesora uczelni lub promotora doktorskiego), generuje stres i niepewność. Biurokracja również pozostaje uciążliwa: mimo cyfryzacji, kandydaci muszą przygotować ogrom dokumentów (autoreferat często 30-50 stron, załączniki bibliograficzne, skany publikacji, potwierdzenia dorobku, nieraz tłumaczenia), a formalizm oceny (np. wymóg spełnienia list wydawnictw, punktacji) bywa krytykowany jako nadmierny i nie zawsze przekładający się na realną jakość. Co więcej, członkowie RDN, którzy mieli świeżym okiem monitorować system, sami przyznają, że niektóre rozwiązania zawiodły. Pojawiają się głosy o „doskonałej przewlekłości” działań RDN – paradoksalnie organ ten, zamiast usprawniać awanse, stał się według krytyków kolejną warstwą biurokracji. Np. korespondencja między RDN a jednostkami, rozpatrywanie odwołań czy zatwierdzanie nowych dyscyplin generują opóźnienia systemowe. W efekcie postulaty odciążenia procesu od zbędnych formalności pozostają aktualne. Jak obrazowo ujęto w jednym z artykułów, „nadmiar formalności torpeduje kariery naukowe, nawet geniusz może pozostać niewidoczny w obliczu sztywnych ram akademickiej biurokracji”. Innymi słowy, złożoność procedur może zniechęcać lub hamować rozwój wybitnych jednostek.
Obiektywność i transparentność oceny. Habilitacja od lat zmaga się z zarzutami o nie w pełni obiektywny, „uznaniowy” charakter ocen. Chociaż formalnie kryteria są jasno określone (znaczny wkład w dyscyplinę, określone osiągnięcie), to ich interpretacja jest subiektywna – recenzenci mają dużą swobodę oceny, a środowisko naukowe w Polsce jest stosunkowo hermetyczne. Krytycy wskazują, że w procesie habilitacyjnym często nie decyduje faktyczna wartość badań, lecz nieformalne układy na uczelni. Istnieje obawa przed nepotyzmem i towarzyszeniem habilitacjom tzw. “kolesiostwa”. Co prawda udział czterech zewnętrznych recenzentów miał temu zapobiec, ale i oni często są powiązani towarzysko lub szkołami naukowymi z członkami komisji czy kandydatem. Bywają sytuacje, że recenzenci są wzajemnie dla siebie znajomymi i wszyscy dają pozytywne oceny z grzeczności, albo odwrotnie – rywalizacja personalna prowadzi do „uwalenia” habilitacji z przyczyn nie całkiem merytorycznych. Słynnym problemem są tzw. habilitacje fasadowe – nadawane niejako „pro forma”, by spełnić wymogi kadrowe, pomimo wątpliwego dorobku. W okresie boomu szkolnictwa wyższego zdarzały się przypadki nadawania habilitacji osobom o słabym dorobku, bo dana uczelnia pilnie potrzebowała dr hab. do minimum kadrowego. Obecnie zjawisko to ograniczono dzięki zaostrzeniu kryteriów jakościowych (monografie w renomowanych wydawnictwach itp.), ale w dalszym ciągu poziom habilitacji bywa nierówny. Zdarzają się habilitacje wybitne, poparte znakomitymi publikacjami, ale też habilitacje „wymuszone” układem – np. kandydat jest wieloletnim lojalnym pracownikiem katedry, więc „wypada” mu habilitację umożliwić, nawet jeśli jego dorobek jest przeciętny. Uwagę zwraca też niska transparentność niektórych elementów procesu – o ile same recenzje i kolokwia stały się jawne, o tyle np. posiedzenia komisji i dyskusje recenzentów odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Decyzje często zapadają bez szerszego wglądu społeczności naukowej, a motywy negatywnych opinii nie zawsze są jasne (choć muszą być pisemnie uzasadnione). Reformy z 2023 r. – uczynienie kolokwium publicznym i obowiązkowym – mają częściowo leczyć ten problem, bo zmuszają komisję do publicznego zadawania pytań i wysłuchania kandydata. Niemniej subiektywizm oceny jest immanentną cechą habilitacji. Jak stwierdzono w jednym z opracowań, przepisy akceptują brak kwantyfikatorów dorobku i pozostawiają „ocenę osobistą” ekspertów, co formalnie dopuszcza subiektywność. To rodzi pokusy nepotyzmu: jeśli środowiskowa „klika” zechce przepchnąć „swojego” kandydata, może do pewnego stopnia to uczynić, i odwrotnie – niechęć środowiska potrafi zablokować habilitację niewygodnej osobie, nawet utalentowanej (poprzez wybór nieprzychylnych recenzentów itp.). Przykłady takich sytuacji przewijały się w debacie publicznej (choćby głośne sprawy odmów habilitacji połączone z oskarżeniami o stronniczość recenzentów czy o plagiat w pracach habilitacyjnych). Do patologii dochodzi rzadko, ale samo poczucie niepewności co do fair play jest problemem – młodzi naukowcy postrzegają habilitację jako barierę hierarchiczną, w której o być albo nie być decyduje „rada starszych” często przywiązana do tradycji i mogąca hamować nowe, kontrowersyjne nurty badań. W literaturze podkreśla się, że habilitacja wzmacnia hierarchiczność relacji w instytucjach naukowych i może tłumić niezależność młodych badaczy.
Zróżnicowanie wymagań między dyscyplinami. Mimo jednolitej ramy prawnej, realia habilitacji są odmienne w poszczególnych dziedzinach nauki. W naukach humanistycznych i społecznych tradycyjnie największy nacisk kładzie się na monografię habilitacyjną – obszerną pracę, często publikowaną jako książka. Przyjęło się, że habilitant humanista powinien przedstawić dzieło oryginalne, najlepiej wykraczające poza przeredagowaną dysertację doktorską. Często to wymóg napisania dojrzałej monografii powoduje, że średni wiek habilitacji w humanistyce jest wysoki – opracowanie takiej książki zajmuje lata, a jej wartość bywa oceniana subiektywnie. Z kolei w naukach ścisłych, inżynierskich i przyrodniczych preferowanym „wkładem” jest cykl publikacji w czasopismach. Tam habilitanci starają się uzyskać serię artykułów w wysoko punktowanych journalach (najlepiej z listy JCR), co bywa szybsze przy dobrym zapleczu laboratoryjnym i zespołowym – stąd np. w naukach biologicznych czy chemicznych zdarzały się habilitacje już 3-5 lat po doktoracie (u osób pracujących intensywnie w wydajnych grupach badawczych). To powoduje pewne napięcie między dyscyplinami: humaniści narzekają, że nauki ścisłe „hurtowo produkują habilitacje” publikacjami pisanymi często we współautorstwie, podczas gdy od humanisty wymaga się samodzielnej książki. Ci drudzy z kolei wskazują, że humaniści oceniają monografię jakościowo, a system punktowy jest tam nieadekwatny – trudno porównać osiągnięcia. Ustawa 2018 częściowo to uwzględniła, wprowadzając wybór: monografia lub cykl artykułów. Jednak w praktyce środowiska zachowały swoje standardy: np. w teologii czy filozofii nadal oczekuje się książki (i stąd obowiązek kolokwium w tych dziedzinach przed 2023 r. – bo monografie trudniej ocenić bez dyskusji), zaś w informatyce czy biologii nikt nie pisze monografii, tylko publikuje artykuły. Trudno zatem o jednolitą miarę – to co w jednej dziedzinie jest wybitnym osiągnięciem (np. wystawiona opera w sztuce), w innej nie ma wagi naukowej. Komisje i RDN starają się dobierać recenzentów z tej samej specjalności, by uniknąć niezrozumienia tematu – niemniej zróżnicowanie powoduje też różnice w odsetku pozytywnych habilitacji. W niektórych dziedzinach (np. nauki medyczne, rolnicze, część technicznych) niemal każdy doktor prędzej czy później habilitację uzyskuje – bo wymogi są dość jasno mierzalne (liczba publikacji, IF, patenty). W innych (np. ekonomia, prawo) wymogi są bardziej miękkie i słyszy się zarzuty o uznaniowość oraz o istnienie „habilitacji martwych” – formalnie nadanych, ale bez przekonania co do rzeczywistego wkładu naukowego. Pojęcie „habilitacji fasadowej” bywa używane właśnie w kontekście takich przypadków: gdy praca habilitacyjna nie wnosi nic przełomowego, ale procedura zostaje pomyślnie domknięta z braku wyraźnych powodów do odmowy. Problemem jest też porównywanie dorobku między dyscyplinami – np. osoby habilitujące się z nauk społecznych są czasem oceniane przez pryzmat punktów i cytowań, jak w naukach ścisłych, co bywa krzywdzące (inne są zwyczaje publikacyjne). Jednolity system oceny dorobku (punkty za publikacje, indeksy Hirscha) nie zawsze oddaje specyfikę każdej dyscypliny, co może wpływać na decyzje recenzentów i komisji.
Wątpliwości natury etycznej i jakościowej. W tle dyskusji o habilitacji pojawiają się pytania: czy habilitacja rzeczywiście gwarantuje wysoką jakość nauki? Z jednej strony, jej zwolennicy argumentują, że eliminuje przypadkowość – doktorat może czasem uzyskać ktoś słabszy, ale habilitacja to już sito wyłapujące naprawdę produktywnych naukowców. Jednak analizy bibliometryczne nie zawsze to potwierdzają. Cytowane wyżej badanie Letki i in. pokazało, że wymóg habilitacji raczej osłabia tempo wzrostu dorobku (szczególnie u kobiet). Ponadto jeśli ktoś uzyskuje habilitację, jest to tytuł dożywotni – nie ma mechanizmu weryfikacji późniejszej aktywności. Pojawia się więc zjawisko „zmęczenia habilitacyjnego”: badacze intensywnie publikują i zabiegają o osiągnięcia do momentu habilitacji, a po jej uzyskaniu część spoczywa na laurach, chroniona mianowaniem na stanowisko i prestiżem dr hab. (oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale stanowi ryzyko systemowe). Kolejna kwestia to koszt habilitacji – nie tylko finansowy (omówiony dalej), lecz także psychologiczny. Wieloletnie skupienie na „zbieraniu dorobku pod habilitację” bywa krytykowane jako czynnik zniechęcający do podejmowania ryzykownych, innowacyjnych badań. Młodzi naukowcy mogą wybierać tematy „bezpieczne”, gwarantujące publikacje, zamiast eksplorować nowatorskie idee, które niosą większe ryzyko (bo np. jak wynik będzie negatywny, to publikacji brak). W efekcie habilitacja w obecnej formule może hamować innowacyjność – „niezależne prowadzenie badań przed habilitacją jest znacząco utrudnione, co zniechęca młodych do ambitnych projektów”. Wynika to też z formalnych ograniczeń: przed habilitacją trudno o samodzielne kierowanie dużym grantem czy zespołem (choć to się zmienia, bo np. NCN dopuszcza doktorów jako kierowników wielu projektów). Niemniej wciąż habilitacja to warunek promowania doktorantów, kierowania katedrą etc., więc do jej uzyskania młody naukowiec jest zależny od patronatu starszych. Tworzy to hierarchiczny układ mistrz-uczeń, który bywa korzystny (mentoring), ale czasem prowadzi do nadużyć – np. promotorzy wstrzymują habilitacje swoich podopiecznych, dopóki sami nie przejdą na emeryturę, by nie wyhodować sobie konkurencji (takie przypadki opisywano anegdotycznie). System awansu oparty na habilitacji krytykowany jest również za „betonowanie” kadry – ci, którzy osiągnęli habilitację, tworzą swoistą korporację i mogą nie być zainteresowani jej poszerzaniem zbyt szeroko. Wspomniany artykuł z EuropeNow wręcz stwierdza, że wąska grupa habilitowanych działa niczym korporacja niezainteresowana dopuszczeniem zbyt wielu nowych członków. To mocny zarzut, wskazujący na potencjalny konflikt interesów: osoby już habilitowane i z tytułami recenzują aspirujących – jeśli będą surowe, chronią swój elitarny status; jeśli zbyt łagodne, dewaluują go. Znalezienie zdrowej równowagi jest wyzwaniem etycznym.
Aspekty finansowe habilitacji. Procedura habilitacyjna niesie za sobą niemałe koszty, co ma konsekwencje zarówno dla kandydatów, jak i instytucji. Przede wszystkim, postępowanie wiąże się z wypłatą wynagrodzeń dla recenzentów i członków komisji. Typowo każdy recenzent otrzymuje honorarium (ustalane jako procent pensji profesora – zwykle ok. 20-50% tej kwoty za recenzję), przewodniczący i sekretarz komisji również otrzymują pewne wynagrodzenie. Sumarycznie koszt jednego przewodu habilitacyjnego może wynosić kilkanaście do kilkudziesięciu tysięcy złotych, w zależności od uczelni. Na przykład na Uniwersytecie Warszawskim stawka opłaty za przeprowadzenie habilitacji dla osoby spoza UW (czyli pokrywającej koszty samodzielnie) wynosiła w ostatnich latach ok. 32 795 zł. Ogólnie koszt rzędu 20–30 tys. zł nie jest niczym nadzwyczajnym. Dla porównania, to kwota zbliżona do rocznego wynagrodzenia adiunkta (doktora) w Polsce. Tak wysokie koszty rodzą pytanie: kto za to płaci? Zgodnie z prawem (art. 182 ustawy) – jeśli habilitant jest pracownikiem uczelni lub instytutu, koszty bierze na siebie jego pracodawca (szczególnie ten podstawowy). Oznacza to, że dla etatowych naukowców habilitacja jest finansowana ze środków instytucji (czyli de facto z budżetu państwa bądź dotacji). Jednak osoby spoza systemu – np. pracujące w innych sektorach, lub doktorzy zatrudnieni na uczelni nieposiadającej uprawnień habilitacyjnych – muszą znaleźć jednostkę, która zgodzi się ich habilitować i kwestie finansowe uregulować. Często w takich przypadkach to kandydat de facto ponosi koszty (uczelnia wystawia fakturę). Cytowany artykuł wskazuje, że w 2020 r. opłata za habilitację poza macierzystą uczelnią wynosiła ~25 tys. zł, co dla większości doktorów jest kwotą zaporową. Skutkiem tego przytłaczająca większość habilitantów przeprowadza przewód we własnej jednostce, by uniknąć kosztów. To zaś ma dalsze konsekwencje: kandydat pozostaje związany z instytucją, która finansuje jego awans – czuje lojalność lub jest wręcz umownie zobowiązany do dalszej pracy w niej. Ogranicza to mobilność zawodową (habilitant rzadziej zmieni miejsce pracy, skoro „dług” wdzięczności spłaca w starej uczelni). Z perspektywy systemu, koszty habilitacji obciążają budżety uczelni – które muszą wydzielać środki na recenzje kosztem np. badań czy dydaktyki.
Aspekt finansowy to nie tylko opłata za przewód. To przede wszystkim finansowanie badań prowadzących do habilitacji. Aby zdobyć wymagany dorobek (monografię, serię publikacji, projekt), naukowiec potrzebuje funduszy – na prowadzenie badań, udział w konferencjach, wyjazdy, prace analityczne. W polskim systemie grantowym doktorzy habilitowani mają większe szanse na granty (np. mogą kierować większymi projektami NCN typu Opus bez ograniczeń, podczas gdy młodsi często konkurują w trudnych schematach jak Sonata). Paradoksalnie, żeby się habilitować, często trzeba było wcześniej zdobyć grant – ale grant łatwiej dostać mając już renomę samodzielnego. To swoisty paradoks młodego badacza. Obecnie NCN i inne agencje starają się temu przeciwdziałać (specjalne konkursy dla młodych, jak Sonata, PRELUDIUM BIS dla doktorantów itp.), jednak nadal dostęp do finansowania bywa nierówny. Utrzymuje się przekonanie, że bez wygrania poważnego grantu trudno zbudować dorobek habilitacyjny (zwłaszcza w naukach eksperymentalnych, gdzie potrzebne są środki na laboratorium). Stąd habilitacja jest silnie powiązana z systemem grantowym i inwestycjami w naukę. Wielu kandydatów odkłada habilitację do czasu zrealizowania dużego projektu badawczego – bo to zapewnia materiał do publikacji. Z kolei brak finansowania może wydłużać lub uniemożliwiać habilitację, co rodzi nierówności (osoby w bogatszych jednostkach, z łatwiejszym dostępem do aparatury i grantów, szybciej zbierają wymagany dorobek). Aspekty finansowe pojawiają się także przy ocenie recenzentów: czasem wytykają oni kandydatom brak grantów jako pośrednie kryterium oceny aktywności (np. “kandydat nie kierował żadnym projektem NCN – to świadczy o mniejszej samodzielności”). Ogólnie więc finanse to ciche podłoże habilitacji – zarówno bezpośrednie koszty procedury, jak i szerszy kontekst finansowania badań i wynagradzania naukowców wpływają na to, kto i kiedy się habilituje.
Podsumowując, główne wyzwania systemu habilitacji w Polsce to: długotrwałość i złożoność procedur, które wymagają dalszego usprawnienia; zapewnienie sprawiedliwości i obiektywizmu ocen w kontekście potencjalnych wpływów środowiskowych i różnic między dziedzinami; walka z patologiami typu nepotyzm, recenzje fasadowe czy zaniżone standardy w niektórych przypadkach; a także kwestie finansowe, bo droga do habilitacji i sama procedura mogą być kosztowne i wymagają solidnego zaplecza. Mimo reform, krytyka habilitacji jako anachronicznego, nadmiernie hierarchicznego i mało efektywnego elementu systemu nauki nadal jest obecna. Z drugiej strony, wiele autorytetów broni jej jako gwaranta jakości wobec masowości doktoratów w ostatnich dekadach. Te sprzeczne perspektywy ilustrują, dlaczego kwestia habilitacji jest w Polsce wciąż żywo dyskutowana – i dlaczego rozważa się różne scenariusze jej reform, o czym w części 6.
5. Perspektywa międzynarodowa
Aby lepiej zrozumieć specyfikę polskiej habilitacji, warto porównać ją z rozwiązaniami funkcjonującymi w innych krajach oraz przeanalizować konsekwencje tego systemu dla międzynarodowej mobilności naukowców i uznawalności stopni. Polska nie jest jedynym krajem z kwalifikacją habilitacyjną, ale globalnie taki wymóg należy do rzadkości – istnieje głównie w Europie kontynentalnej i kilku krajach Azji.
Kraje niemieckojęzyczne (model habilitacji klasycznej). Historycznie habilitacja narodziła się w XIX-wiecznych Niemczech i do dziś Niemcy, Austria czy Szwajcaria utrzymały tę instytucję. W Niemczech Habilitation wciąż jest formalnym warunkiem uzyskania statusu Privatdozent i otwiera drogę do profesury na uniwersytecie. Procedura tam polega zwykle na napisaniu drugiej obszerniejszej rozprawy (tzw. Habilitationsschrift) lub cyklu prac, często połączonej z wykładem habilitacyjnym i kolokwium. Uzyskujący habilitację otrzymuje venia legendi – prawo samodzielnego wykładania. Ciekawostką jest, że uzyskanie habilitacji w Niemczech nie gwarantuje zatrudnienia: osoba taka staje się Privatdozentem, który może uczyć nawet bez wynagrodzenia, czekając na etat profesorski. Średni wiek habilitacji w Niemczech również oscyluje wokół 40-45 lat. W ostatnich dekadach jednak Niemcy wprowadziły alternatywne ścieżki – np. Juniorprofessur (młodszy profesor bez habilitacji) czy programy tenure track – co umożliwia awans na profesora bez formalnej habilitacji, o ile kandydat przejdzie ocenę dorobku po kilku latach pracy. Nie zmienia to faktu, że tradycyjna habilitacja pozostaje tam mocno zakorzeniona i wielu naukowców wciąż nią podąża. W Austrii czy Szwajcarii sytuacja jest podobna. Ogólnie model niemiecki jest pierwowzorem polskiego – stąd wiele podobieństw (dr hab jako odpowiednik Privatdozenta). Istotna różnica: w Niemczech habilitacja odbywa się na uczelni macierzystej, bez centralnej rady typu RDN, co oznacza większą decentralizację i potencjalnie jeszcze silniejsze uzależnienie od lokalnych układów. Ponadto w Niemczech habilitowany Privatdozent formalnie może przez długi czas nie mieć etatu – znane są przypadki tzw. akademickiego prekariatu habilitowanych około 50. roku życia, którzy nie zdobyli profesury i musieli odejść z uczelni lub uczyć prawie za darmo. To pokazuje, że sama habilitacja nie jest tam celem końcowym, a jedynie przepustką do dalszych starań o profesurę.
Francja i kraje frankofońskie. We Francji odpowiednikiem habilitacji jest HDR (Habilitation à diriger des recherches), wprowadzona w 1984 r. HDR jest wymagana, aby móc samodzielnie kierować badaniami naukowymi – zwłaszcza by zostać promotorem doktorantów (bez HDR nie można być głównym opiekunem doktoratu). Procedura HDR przypomina habilitację: kandydat przedstawia dorobek naukowy i często także obszerną pracę (lub spójny raport z badań) plus kolokwium przed komisją. Uzyskanie HDR jest niezbędne, by ubiegać się o tytuł Professeur des universités (profesora uniwersyteckiego) we Francji, choć nie jest to formalny „stopień naukowy” jak polski dr hab., a raczej certyfikat uprawnień do prowadzenia badań. Średni czas od doktoratu do HDR to zwykle 5-10 lat. Warto wspomnieć, że niektóre inne kraje mają podobne wymogi: np. Włochy do 2010 r. wymagały libera docenza (zlikwidowana), a obecnie mają ASN – abilitazione scientifica nazionale, centralną ocenę dorobku kandydata na profesora, co pełni trochę analogiczną rolę (choć dotyczy już aspiracji na stanowisko profesora, a nie osobnego stopnia). Hiszpania ma z kolei system ocen okresowych i acreditación na profesora, co jest zbliżone do włoskiego ASN.
Kraje anglosaskie (Wielka Brytania, USA, itd.). W tych krajach nie istnieje habilitacja ani żaden formalny stopień po doktoracie. Kariera przebiega poprzez kolejne stanowiska: adiunkt (assistant professor/lecturer), następnie awans na associate professor/senior lecturer, aż do full professor (tytuł stanowiskowy). Awans zależy od oceny dorobku przez komisje konkursowe przy zatrudnieniu lub wewnętrzne oceny okresowe, a nie od zewnętrznego stopnia. W Wielkiej Brytanii młody naukowiec z doktoratem może w ciągu 5-10 lat zostać profesorem, jeśli ma wybitne osiągnięcia – nie ma formalnej bariery w postaci habilitacji. Z kolei tytuł profesora jest tam po prostu nazwą stanowiska nadawaną przez daną uczelnię (w Polsce tytuł naukowy profesora nadaje Prezydent RP – to odmienny system). Dla polskich naukowców różnice te mają praktyczne skutki: osoba z samego doktoratem, ale np. zatrudniona jako professor w UK, z punktu widzenia polskiego prawa nadal nie ma stopnia dr hab., co utrudnia np. włączenie jej do składu komisji habilitacyjnej czy nadanie tytułu profesora w Polsce. Z drugiej strony, wspólny Europejski Obszar Szkolnictwa Wyższego wymusza pewne kompromisy – np. jeśli brytyjski czy amerykański naukowiec chce pracować w Polsce, uczelnia może zatrudnić go na stanowisku profesora uczelni na podstawie uznania dorobku, mimo braku habilitacji. Polskie prawo przewiduje też, że osobie o wybitnych osiągnięciach naukowych można nadać polski stopień dr hab. bez postępowania – w drodze decyzji administracyjnej (choć praktycznie stosuje się to głównie do uznawania zagranicznych stopni naukowych, np. gdy cudzoziemiec ma odpowiednik habilitacji, RDN może uznać go za równorzędny). Generalnie jednak mobilność między systemem polskim a anglosaskim bywa kłopotliwa. Wielu polskich doktorów wyjeżdża na podoktoranckie staże do USA czy UK, gdzie rozwijają karierę bez potrzeby habilitacji, ale jeśli chcą wrócić do Polski na stanowisko profesorskie, często muszą nadrobić habilitację lub czekać na tytuł. W odwrotnej sytuacji – obcokrajowiec bez habilitacji w Polsce – uczelnie radzą sobie poprzez zatrudnienie np. na stanowisku visiting professor lub powierzenie funkcji badawczych bez formalnego bycia samodzielnym pracownikiem. W 2020 r. pojawiły się ułatwienia, by uznawać zagraniczne osiągnięcia: np. nowela ustawy wprowadziła możliwość, że w przewodzie doktorskim czy habilitacyjnym prowadzonym wspólnie z instytucją zagraniczną kandydat może otrzymać dwa dyplomy (polski i zagraniczny). Wciąż jednak brakuje pełnej automatycznej uznawalności stopni typu habilitacja, bo te stopnie nie występują wszędzie.
Kraje nordyckie i inne europejskie. W krajach skandynawskich formalnie nie ma habilitacji, ale istnieje instytucja tzw. docenture (tytuł docent). W Szwecji, Finlandii czy Danii docent to tytuł naukowy przyznawany doświadczonemu naukowcowi na podstawie oceny dorobku, uznawany za odpowiednik habilitacji. Nie jest on jednak obowiązkowy do kariery – raczej honorowy lub symbolizujący pewną rangę. W praktyce by zostać profesorem w Szwecji czy Finlandii, nie wymaga się docenture, aczkolwiek posiadanie go może być atutem. W wielu krajach europejskich nastąpiła więc ewolucja od twardego wymogu habilitacji do bardziej elastycznych form. Np. Czechy i Słowacja zachowały stopień docenta (to ich habilitacja) oraz tytuł profesora podobnie jak Polska – proces habilitacji (docentury) wygląda tam zbliżenie, komisje i obrona dorobku. Węgry posiadają zarówno habilitację na poziomie uczelni, jak i prestiżowy tytuł Doctor of Sciences nadawany przez tamtejszą Akademię Nauk. Ogólnie kraje grupy Wyszehradzkiej (V4) mają jeszcze instytucję habilitacji, choć np. Litwa już z niej zrezygnowała (jak wspominała prof. Kudrycka: “wiele innych krajów europejskich już ją zniosło, nawet Litwa”). W Rosji, Ukrainie i innych krajach post-sowieckich istnieje stopień doktora nauk, który pełni rolę habilitacji (wyższy stopień po kandydacie nauk – doktorze). Osoby z tytułem doktora nauk są często uznawane w Polsce za równoważne dr hab. (poprzez nostryfikację). Polska honoruje te stopnie – np. jeśli naukowiec z Ukrainy ma doktor nauk, polska uczelnia może uznać go za samodzielnego i nie musi on robić habilitacji od początku.
Uznawalność i nostryfikacja. Polski system prawny przewiduje procedurę nostryfikacji stopni naukowych uzyskanych za granicą (dotyczy głównie doktoratów i odpowiedników habilitacji). Nostryfikacja polega na ocenie, czy zagraniczny dyplom odpowiada polskiemu – przeprowadza ją rada jednostki uprawnionej do nadawania danego stopnia. W przypadku doktoratu jest to częste, w przypadku habilitacji – rzadkie, bo mało krajów wydaje dyplom stopnia habilitacyjnego. Jednak np. stopień doktora nauk (Dr.Sc.) z krajów byłego ZSRR bywa nostryfikowany jako doktor habilitowany. Z kolei niemiecka habilitacja nie jest formalnie “stopniem”, tylko uprawnieniem, więc tu nostryfikacja się nie stosuje – raczej taka osoba, jeśli chce polski dyplom dr hab., może ew. wystąpić o przeprowadzenie postępowania z pominięciem wymogów, wykazując że jej dorobek spełnia warunki (co RDN może uwzględnić). W praktyce jednak mało kto decyduje się na takie kroki – raczej naukowcy funkcjonują po prostu ze swoimi tytułami zagranicznymi. Polska uczelnia może zatrudnić cudzoziemca na stanowisko profesora uczelni bez polskiej habilitacji, jeśli uzna jego osiągnięcia za wystarczające (co jest coraz częstszą praktyką, zwłaszcza w jednostkach aspirujących do umiędzynarodowienia). Problematyczne bywa natomiast, gdy Polak z samym doktoratem wraca z emigracji naukowej i trafia w polskie realia – może napotkać „szklany mur” habilitacji, podczas gdy jego zagraniczni rówieśnicy już kierują własnymi grupami badawczymi. To zjawisko opisywano jako czynnik zniechęcający do powrotów „mózgów” do kraju.
Międzynarodowa mobilność i współpraca. System habilitacji wpływa także na mobilność naukową. W idealnym świecie tytuł czy stopień naukowy specjalisty powinien być uznawany wszędzie. Jednak habilitacja jest na tyle krajowo specyficzna, że często staje się barierą mobilności „w jedną stronę” – tzn. polscy naukowcy muszą ją robić, co może ograniczać ich gotowość do dłuższych wyjazdów (bo np. liczy się liczba publikacji na miejscu do habilitacji), a z kolei zagraniczni bez habilitacji mogą nie chcieć przyjeżdżać na stałe do Polski, bo formalnie byliby tutaj niżej kwalifikowani. W ramach UE podejmowano starania, by te bariery zmniejszać. Idea Europejskiej Karty Naukowca i inicjatywy bolońskiej promuje uznawanie kwalifikacji i doświadczenia zamiast formalnych tytułów. W praktyce oznacza to np., że jeżeli renomowany naukowiec z USA chciałby zostać kierownikiem grupy w Polsce, to RDN może mu nadać uprawnienie promotorskie bez habilitacji – co czasem się dzieje na wniosek uczelni. Mimo to, jest to dodatkowa procedura, a nie automatyzm.
W kontekście współpracy międzynarodowej warto wspomnieć, że Polska uczestniczy w programach typu ERA (European Research Area), gdzie posiadanie habilitacji nie jest wymagane do udziału np. w konsorcjach badawczych czy aplikowaniu o granty ERC – liczą się wyłącznie osiągnięcia. Jednak jeśli taki grant ERC (prestiżowy europejski) zdobędzie młody doktor, to w Polsce wciąż potrzebuje habilitacji, by np. utworzyć oficjalny zespół akademicki czy stać się profesorem. Powoduje to pewną niespójność pomiędzy kryteriami doskonałości naukowej na arenie międzynarodowej a formalnymi wymogami krajowymi. Można powiedzieć, że rynek nauki globalnej ocenia badaczy głównie po publikacjach, cytowaniach i wpływie – a habilitacja jest lokalnym egzaminem z dorosłości akademickiej, który nie przekłada się bezpośrednio na te metryki. Niektóre głosy (np. z EUA – European University Association) sugerują, że kraje powinny odejść od specyficznych krajowych barier na rzecz uniwersalnych kryteriów dorobku, co sprzyjałoby przepływowi talentów. Polska stoi więc przed dylematem: utrzymywać habilitację jako strażnika jakości krajowej, czy dostosować się do globalnych trendów, gdzie liczy się konkurencyjność w publikowaniu i zdobywaniu grantów niezależnie od tytułów. Na razie przyjęto strategię pośrednią: habilitacja pozostaje, ale staramy się czynić ją kompatybilną z systemem międzynarodowym (np. poprzez wymaganie publikacji z list globalnych, uznawanie zagranicznych stopni, rozwijanie ścieżek kariery typu tenure track gdzie habilitacja jest celem, ale wraz z pakietem rozwojowym).
Podsumowując, na tle innych krajów polska habilitacja jawi się jako anachroniczna, choć nie wyjątkowa – to element starego kontynentalnego modelu, który część krajów zniosła lub zreformowała. Niemcy i kilka innych utrzymują go, ale wprowadzają alternatywy. Kraje anglosaskie i skandynawskie radzą sobie bez habilitacji, kładąc nacisk na ocenę dorobku przy zatrudnianiu. Z perspektywy mobilności, habilitacja jest lokalną walutą naukową – bardzo cenioną wewnątrz kraju, ale wymienialną na zewnątrz tylko poprzez inne dowody produktywności. Dlatego w dyskusjach o przyszłości polskiej nauki aspekt międzynarodowy często przywołuje się jako argument za tym, by habilitację zmienić lub zastąpić nowymi mechanizmami kariery naukowej.
6. Perspektywy rozwoju i postulaty reform
W świetle powyższych analiz oczywiste staje się, że system habilitacji w Polsce nie jest statyczny – podlega ewolucji, a różni interesariusze zgłaszają propozycje jego dalszych zmian. Rok 2025 to dobry moment, by zastanowić się nad przyszłością habilitacji: czy utrzyma obecną formę, czy czekają nas kolejne reformy? Poniżej przedstawiono główne postulaty i scenariusze rozwoju, uwzględniając zarówno krajowe plany ministerialne, opinie środowiska, jak i rekomendacje płynące z międzynarodowych analiz.
Kontynuacja reform „Konstytucji dla Nauki”. Ustawa 2.0 była zapowiadana jako gruntowna reforma nauki i szkolnictwa wyższego. Choć wprowadziła zmiany w habilitacji, wiele rozwiązań dopiero się testuje. Ministerstwo Edukacji i Nauki w latach 2023–2025 sygnalizowało gotowość do dalszych korekt – czego przykładem jest nowelizacja z 2023 r. Wśród planów resortowych pojawiały się pomysły większej integracji systemu awansów z systemem ewaluacji nauki. Przykładowo, postulowano, by ocena kandydata do habilitacji uwzględniała elementy bibliometryczne podobne jak ocena dyscypliny (np. sumę punktów za publikacje, indeksy cytowań). Miałoby to obiektywizować decyzje i zsynchronizować wysiłki jednostek i indywidualnych badaczy. Takie podejście budzi jednak kontrowersje – nadmierna bibliometryzacja może zubażać ocenę jakości.
„Duży doktorat” (doktorat wdrożeniowy II stopnia). Jednym z głośnych postulatów (zapowiadanym już w 2017 r. przez wiceministra Łukasza Szumowskiego) było wprowadzenie tzw. dużego doktoratu badawczego. Koncepcja ta zakłada stworzenie alternatywnej ścieżki, w której wybitny doktorant mógłby w ciągu kilku lat po doktoracie przygotować rozszerzony projekt badawczy o randze habilitacji i uzyskać status samodzielnego pracownika naukowego bez osobnego przewodu habilitacyjnego. Innymi słowy, po ok. 6 latach od rozpoczęcia doktoratu mógłby osiągnąć to, co dziś daje habilitacja. Taki „superdoktorat” miałby uprawnienia równoważne habilitacji. Idea ta wzorowana jest na brytyjskim systemie PhD + postdoc + tenure track, gdzie najlepszym młodym naukowcom daje się szybko autonomię. Wdrożenie tego pomysłu wymagałoby zmian legislacyjnych – np. ustanowienia stopnia doktora nauk (starszego) albo specjalnej procedury oceny łączącej doktorat i habilitację. Dotąd nie wprowadzono go, zapewne z obawy przed obniżeniem wymagań jakościowych (argument: obecne doktoraty są zbyt słabe, by rezygnować z habilitacji). Jednak temat powraca – szczególnie w kontekście odmłodzenia kadry naukowej i zatrzymania najzdolniejszych osób w nauce. Jeżeli jakość kształcenia doktoranckiego wzrośnie w szkołach doktorskich, być może powróci dyskusja o skróceniu ścieżki awansu poprzez jednorazową ocenę dorobku doktora np. po 5-6 latach pracy.
Reforma tytułu profesora i powiązanie z habilitacją. Kolejny wątek to status tytułu profesora (tzw. profesora belwederskiego) i jego relacja do habilitacji. Obecnie habilitacja jest warunkiem koniecznym do ubiegania się o tytuł profesora (wyjąwszy przypadki wybitnych twórców artystycznych). Dyskutuje się, czy nie wprowadzić możliwości uzyskania tytułu profesora bez habilitacji w szczególnych okolicznościach – np. gdy naukowiec ma osiągnięcia na miarę profesora światowej klasy, ale z jakichś powodów nie ma polskiej habilitacji. Już dziś zdarzają się takie sytuacje: np. polscy naukowcy pracujący za granicą wracali do kraju z tytułem „professor” uczelnianym z USA, i choć formalnie nie mieli dr hab., Prezydent nadawał im tytuł profesora (po pozytywnej opinii CK/RDN uznającej ich dorobek za równoważny). Można wyobrazić sobie instytucjonalizację takiej ścieżki – np. specjalna komisja przy RDN oceniająca kandydatów do tytułu nieposiadających habilitacji, ale z dorobkiem wybitnym (publikacje w Nature, ERC, itp.). To byłoby de facto zawieszenie wymogu habilitacji dla pewnej elity naukowców. Choć to marginalna kwestia ilościowo, może mieć znaczenie symboliczne i motywacyjne.
Opinie i postulaty środowiska akademickiego. Wśród interesariuszy trwają podzielone dyskusje. Wielu młodych naukowców (zwłaszcza zrzeszonych np. w Akademickim Komitecie Protestacyjnym czy w ruchu Obywatele Nauki) opowiada się za zniesieniem habilitacji, uważając ją za zbędną barierę i przeżytek. Wskazują na jej anachroniczność i hamowanie kariery młodych, argumentując, że jakość badań powinna być weryfikowana ciągłą oceną dorobku, a nie jednorazowym „egzaminem”. Z kolei część starszego pokolenia profesorów broni habilitacji jako filaru tradycji akademickiej i jakości. Twierdzą oni, że habilitacja zapewnia filtrowanie kadry – szczególnie w kontekście masowych doktoratów z poprzednich lat. Pojawiają się też głosy umiarkowane: np. postulaty, by zachować habilitację, ale uelastycznić jej formułę. Proponuje się choćby habilitację warunkową – kandydat o pewnym dorobku mógłby dostać część uprawnień (np. promowanie doktorantów) zanim sfinalizuje pełny przewód. Inny pomysł to rozdzielenie funkcji habilitacji: oddzielnie oceniać osiągnięcia naukowe (np. publikacje), a oddzielnie kompetencje dydaktyczne czy kierownicze (coś w rodzaju egzaminu pedagogicznego dla przyszłego promotora).
Digitalizacja i usprawnienia proceduralne. Niezależnie od fundamentalnych sporów, trwa postęp w cyfryzacji procesu awansów. System POL-on i moduł RAD-on już gromadzą ogrom danych o postępowaniach. Docelowo możliwe jest stworzenie platformy e-habilitacja, gdzie cały proces (od złożenia wniosku po recenzje i głosowanie) odbywałby się elektronicznie. Pewne kroki już poczyniono – np. recenzje są składane cyfrowo, dokumentacja jest udostępniana online członkom komisji (zamiast opasłych teczek papieru). ORCID staje się standardem – każdy habilitant jest zachęcany do posiadania identyfikatora ORCID i powiązania swojego dorobku w bazach. To umożliwi automatyczne zaciąganie danych o publikacjach, cytowaniach do wniosku habilitacyjnego. Można wyobrazić sobie, że w niedalekiej przyszłości kandydat nie będzie musiał ręcznie tworzyć wykazu publikacji – system wygeneruje go z ORCID/POL-on, a recenzenci dostaną gotowe metryczki bibliometryczne. Takie rozwiązania usprawnią proces i zmniejszą błędy (np. literówki w wykazie, pominięte pozycje). Ponadto cyfryzacja sprzyja transparentności: RDN już publikuje komunikaty i odpowiedzi na pytania dotyczące procedur online, łatwiej też śledzić losy odwołań. Być może zostanie zbudowany publiczny monitoring postępowań – np. dashboard pokazujący średni czas habilitacji w danej dyscyplinie, liczbę habilitacji na uczelni itp., co wywoła zdrową presję na te jednostki, gdzie przewody trwają najdłużej.
Integracja z oceną jednostek i polityką naukową. Perspektywicznie można się spodziewać, że habilitacja będzie coraz silniej wpleciona w ogólny system oceny osiągnięć naukowych. Już teraz, aby jednostka utrzymała kategorię, musi wykazać określoną liczbę samodzielnych pracowników (dr hab. i prof.) oraz ich dorobek. Możliwe, że w przyszłości wyniki postępowań habilitacyjnych (np. liczba nadanych stopni, średni dorobek kandydatów) będą elementem oceny instytucjonalnej – to by dopingowało uczelnie do dbałości o poziom habilitacji (bo np. zbyt wysoki odsetek negatywnych decyzji świadczyłby o słabości szkoły doktorskiej albo o braku wsparcia dla młodych naukowców). Jednocześnie pojawiają się rekomendacje, by powiązać awanse indywidualne z ewaluacją jakościową – np. jeśli dyscyplina na danej uczelni ma kategorię A+, to oczekiwać, że i habilitacje tam nadawane reprezentują najwyższy poziom. Można zatem wyobrazić wprowadzenie zewnętrznego recenzenta zagranicznego do każdej habilitacji (postulat internacjonalizacji procesu), co praktykują niektóre kraje. Innym pomysłem jest ocena ponadhabilitacyjna – np. 5 lat po habilitacji RDN mógłby dokonać przeglądu, czy nowy dr hab. utrzymuje aktywność badawczą. Choć to brzmi jak zwiększenie kontroli, miałoby zapobiegać sytuacjom, gdzie ktoś habilituje się i zaraz wygasza swoją działalność naukową.
Rekomendacje międzynarodowe. Organizacje takie jak OECD czy EUA w swoich raportach o polskiej nauce sugerowały nieraz odejście od habilitacji na rzecz bardziej otwartych ścieżek kariery. Argumentują, że w globalnej rywalizacji o talenty istotne jest, by Polska oferowała młodym naukowcom atrakcyjne warunki – a długi, sformalizowany proces habilitacyjny działa odstraszająco. Postuluje się zatem rozwój systemu tenure track: zatrudnianie doktorów na 4–6 letnie kontrakty, po których podlegają ocenie i mogą awansować na stałe stanowisko samodzielne, zamiast przechodzić habilitację. Część uczelni w Polsce już eksperymentuje z takimi rozwiązaniami (zwłaszcza w ramach inicjatyw IDUB – Inicjatywa Doskonałości Uczelnia Badawcza). Jednak na poziomie ustawowym habilitacja nadal jest wymogiem – być może w przyszłości prawo dopuści formalnie ścieżkę równoległą: np. „doktor z osiągnięciami równoważnymi habilitacji” uznawany decyzją RDN. Byłoby to zrealizowanie w praktyce zaleceń, by skupić się na jakości, nie na formalnościach.
Podsumowanie perspektyw. Scenariusze rozwoju systemu habilitacji można streścić w kilku punktach:
- Scenariusz zachowawczy: utrzymanie habilitacji w obecnej formie, z drobnymi usprawnieniami proceduralnymi (większa cyfryzacja, lepsze egzekwowanie terminów, ewentualnie zmniejszenie liczby recenzentów z 4 do 3 dla przyspieszenia). Habilitacja pozostałaby obowiązkowa, ale stale modyfikowana, by być bardziej przejrzysta i efektywna. Ten scenariusz jest prawdopodobny, jeśli środowisko profesorskie utrzyma decydujący głos, a radykalna zmiana będzie uznawana za ryzykowną.
- Scenariusz reformy jakościowej: wprowadzenie alternatyw (duży doktorat, ścieżki tenure track) działających równolegle – habilitacja byłaby stopniowo marginalizowana dla najbardziej produktywnych, choć formalnie wciąż istniejąca dla reszty. Stopień doktora habilitowanego mógłby stać się jednym z kilku sposobów uzyskania samodzielności, obok np. pozytywnej oceny z projektu postdoktorskiego.
- Scenariusz likwidacji habilitacji: całkowite zniesienie stopnia dr hab. i zastąpienie go np. systemem instytucjonalnej akredytacji profesorów. To wariant rewolucyjny – możliwy w dłuższym horyzoncie, jeśli dojrzeje konsensus, że habilitacja więcej szkodzi niż daje. W takim wypadku okres przejściowy musiałby zapewnić obecnym adiunktom sprawiedliwe zasady awansu (np. każdy dr zatrudniony X lat z dorobkiem Y byłby oceniony przez komisję i mógłby zostać profesorem uczelnianym bez habilitacji).
- Scenariusz internacjonalizacji: utrzymanie habilitacji, ale jej otwarcie na międzynarodowe standardy – np. obowiązkowe recenzje zagraniczne, przewodniczący komisji spoza macierzystej uczelni, prowadzenie części procedury w języku angielskim. To zwiększyłoby zaufanie do polskich habilitacji za granicą i ułatwiło porównywanie ich poziomu.
Obecne perspektywy ministerialne (2025) nie wskazują na nagłą rewolucję – raczej na dokończenie wdrażania Konstytucji dla Nauki i drobne korekty. Niemniej zmiana u steru rządu (po 2023 r.) może przynieść nowe otwarcie: opozycja (teraz rządząca) wcześniej sygnalizowała chęć przeglądu reform Gowina i Czarneka. Być może pojawi się polityczna wola rozważenia postulatu likwidacji habilitacji – argumenty są gotowe, wsparte np. badaniami o niższej produktywności nauki w systemach z habilitacją. Alternatywnie, nowy rząd może podejść pragmatycznie: zostawić habilitację, ale zadbać o lepsze finansowanie młodych naukowców, by szybciej mogli spełnić kryteria (np. więcej programów typu „Pakiet habilitacyjny” – jak konkursy w ramach uczelni badawczych, dające środki dla osób bliskich habilitacji na dokończenie badań).
Na horyzoncie rysuje się również rola czynników zewnętrznych: np. jeśli Polska chce zwiększyć swoją pozycję w rankingach i przyciągać zagranicznych badaczy, presja konkurencyjna może wymusić rozluźnienie formalizmów. W dobie globalnej rywalizacji o talenty system, który „może storpedować karierę nawet geniusza sztywnymi ramami”, jak obrazowo porównano przypadek hipotetycznego Kopernika we współczesnej Polsce, będzie musiał się zmienić.
Rekomendacje najczęściej pojawiające się w debacie to: (1) zwiększyć wsparcie i mentoring dla potencjalnych habilitantów (szkolenia, granty pomostowe – aby habilitacja nie była samotną drogą pełną przeszkód), (2) zapewnić większą transparentność (np. losowy dobór recenzentów z szerokiej puli, jawne recenzje i ich oceny przez RDN), (3) zróżnicować wymagania adekwatnie do dyscyplin, ale z minimalnym wspólnym mianownikiem, (4) promować umiędzynarodowienie dorobku – np. wymóg choć jednej publikacji zagranicznej, co już de facto ma miejsce poprzez listy punktowane, (5) monitorować kariery po habilitacji – czy nowi dr hab. faktycznie rozwijają skrzydła (jeśli nie, analizować przyczyny).
Nie można zapomnieć o znaczeniu finansowania nauki: wiele problemów habilitacji (przewlekłość, stres, nierówności) złagodziłoby po prostu lepsze finansowanie uczelni i projektów. Jak ujął to prof. Szumowski: bez inwestycji w naukę system będzie niewydolny, a samo zwiększenie pieniędzy bez reform może utrwalić nieefektywność. Zatem reforma habilitacji powinna iść w parze ze zwiększeniem nakładów na badania i z poprawą polityki kadrowej (np. więcej stabilnych etatów dla młodych).
Podsumowując, system habilitacji w 2025 r. stoi na rozdrożu: z jednej strony dokonano w nim istotnych zmian w ostatnich latach (nowe procedury, RDN, modyfikacje kolokwium), z drugiej – fundamentalne pytanie „habilitacja: być albo nie być?” pozostaje otwarte. Najbliższe lata przyniosą zapewne dalsze usprawnienia techniczne (digitalizacja, lepsze zarządzanie procesem). Co do zmian strukturalnych, wiele zależy od konsensusu w środowisku: jeśli świadomość o ograniczeniach habilitacji (np. dla produktywności naukowej) się upowszechni i znajdzie polityczne wsparcie, możliwe są odważniejsze reformy. Jeśli nie – habilitacja przetrwa, być może w nieco zmodyfikowanej postaci, nadal pełniąc rolę strażnika akademickiego status quo, ale miejmy nadzieję – strażnika coraz bardziej przyjaznego młodym talentom i otwartego na świat.
Wnioski i rekomendacje
Przeprowadzona analiza pozwala sformułować następujące wnioski dotyczące systemu habilitacji w Polsce (stan na 2025 r.) oraz rekomendacje odnośnie jego dalszego rozwoju:
- Charakterystyka obecnego systemu: Polska habilitacja to rozbudowana, wieloetapowa procedura administracyjna, zakorzeniona w tradycji akademickiej, ale poddawana stopniowej modernizacji. Od 2018 r. nastąpiło przejście na zdecentralizowany model z udziałem RDN, co unowocześniło proces i zbliżyło go do standardów przejrzystości (jawne recenzje, publiczne kolokwia). Wymagania ustawowe (doktorat, znaczny wkład naukowy udokumentowany monografią lub publikacjami, aktywność w wielu ośrodkach) są stosunkowo wysokie, co plasuje polską habilitację w gronie najbardziej wymagających kwalifikacji akademickich w Europie. Zasadniczo system osiągnął stabilizację liczbową – rocznie nadaje się kilkaset stopni dr hab., głównie według nowych zasad, co świadczy o zakorzenieniu się reformy.
- Zmiany w latach 2020–2025: Okres ten przyniósł istotne korekty: zakończono sukcesywnie stare przewody, wprowadzono nowelizacje usprawniające postępowania (np. obligatoryjność kolokwium od 2023 r. dla transparentności, nowe zasady pokrywania kosztów). Pandemia COVID-19 wymusiła elastyczność (możliwość trybu zdalnego) i nieco spowolniła tempo habilitacji w 2020 r., ale potem nastąpiło odbicie. Ogólnie lata 2020–2025 to udana implementacja nowego systemu, choć z pewnymi zgrzytami (zaległości RDN, opóźnienia recenzji). Statystyki wskazują na trend malejący jeśli chodzi o łączną liczbę habilitacji rocznie, co wynika ze zmniejszającej się grupy potencjalnych kandydatów po boomie 2019, a także ze wzrostu wymagań jakościowych (nie każdy doktor decyduje się lub jest w stanie spełnić kryteria habilitacji).
- Identyfikacja wyzwań: System zmaga się z problemami takimi jak: nadmierna długość i sformalizowanie postępowań, które bywają męczące i mogą hamować rozwój kariery; nierówności między dziedzinami, gdzie jedni kandydaci mają łatwiejszą ścieżkę (publikacje zespołowe), a inni trudniejszą (monografie, subiektywna ocena); ryzyko subiektywizmu i nepotyzmu w ocenach, pomimo mechanizmów kontroli (wciąż istnieje przekonanie o „habilitacjach po znajomości” i hierarchicznej hermetyczności środowiska); kwestie finansowe, bo koszty procedury i brak wystarczających funduszy na badania mogą wykluczać niektórych z ubiegania się o habilitację (szczególnie osoby spoza silnych ośrodków, kobiety wracające z urlopów macierzyńskich itp.). Analiza wykazała także, że system habilitacji może negatywnie wpływać na produktywność naukową, co szczególnie dotyka kobiety – stanowi to poważne ostrzeżenie, że obecny model być może nie sprzyja optymalnemu wykorzystaniu potencjału kadry.
- Porównanie międzynarodowe: Polska pozostaje w grupie krajów podtrzymujących wymóg kwalifikacji po doktoracie (obok m.in. Niemiec, Francji, Austrii, Czech, Węgier). Jednak wiele rozwiniętych systemów (USA, UK, Skandynawia) obywa się bez tego – tam awanse zależą od dorobku ocenianego przy konkursach. Habilitacja zapewnia w Polsce formalną „samodzielność naukową” i jest warunkiem profesorowania, co jest zbieżne z modelem niemieckim, ale już nietypowe np. w stosunku do standardów anglosaskich. Mobilność naukowa z i do Polski napotyka pewne bariery przez tę odmienność – polscy naukowcy muszą robić habilitację, co może opóźniać ich umiędzynarodowienie, a zagraniczni bez habilitacji są w Polsce traktowani nie na równi (chyba że poprzez uznaniowe decyzje). Następuje jednak powolna konwergencja: polska habilitacja wymaga dorobku mierzonego globalnie (lista wydawnictw, punktacja), co dopingue kandydatów do aktywności na arenie międzynarodowej. Współpraca z partnerami zagranicznymi jest możliwa (wspólne przewody, recenzenci spoza kraju), choć wciąż nie w pełni wykorzystywana.
- Rekomendacje rozwojowe: Z przeprowadzonej analizy wynika szereg zaleceń. Po pierwsze, warto usprawnić proceduralnie system – skrócić czas trwania przewodów (np. poprzez zmniejszenie liczby recenzentów do 3 bez utraty jakości oceny, lepsze pilnowanie terminów przez RDN, e-monitoring spraw), dalej rozwijać elektroniczne narzędzia i bazę POL-on, aby odciążyć kandydata od biurokracji. Po drugie, wspierać kandydatów – finansowo (granty na badania habilitacyjne, programy stypendialne), merytorycznie (warsztaty, mentoring jak pisać monografię czy wniosek). Po trzecie, rozważyć wprowadzenie alternatywnych ścieżek awansu: np. pilotażowo umożliwić najlepszym doktorom (z wybitnym dorobkiem) uzyskanie uprawnień habilitacyjnych w trybie nadzwyczajnym, co byłoby krokiem ku systemowi tenure track. Po czwarte, dbać o obiektywizm i jakość – być może poprzez silniejsze umiędzynarodowienie oceny (np. co najmniej jedna recenzja zagraniczna obligatoryjnie, co jest praktyką np. na Słowacji), większą przejrzystość uzasadnień decyzji odmownych (by kandydat i środowisko wiedzieli, jakie braki przesądziły). Ponadto, z punktu widzenia polityki naukowej, monitorować efekty habilitacji: jeśli badania takie jak Letki (2023) dalej potwierdzą spadek dynamiki publikacyjnej u habilitantów, trzeba wyciągnąć wnioski – może przez reformę motywacji po habilitacji (np. okresowe oceny dorobku także profesorów, by utrzymać aktywność). Wreszcie, rekomenduje się szczery ogólnokrajowy dialog o przyszłości habilitacji z udziałem młodszych naukowców, tak aby system służył rozwojowi nauki, a nie tradycji dla samej tradycji.
- Prognozy i scenariusze: Jeśli utrzyma się obecny kurs, habilitacja nadal będzie stopniowo modyfikowana, ale nie zniesiona – co oznacza, że kolejne pokolenia naukowców będą przez nią przechodzić, prawdopodobnie w nieco bardziej przyjaznych warunkach (dzięki cyfryzacji i większemu wsparciu). W scenariuszu bardziej progresywnym (np. pod wpływem międzynarodowych trendów i nacisku młodej kadry) możliwe jest, że w perspektywie ~5-10 lat habilitacja zostanie zastąpiona innym mechanizmem oceny dorobku. Zniesienie jej od razu w 2025 r. jest mało realne, ale przygotowanie gruntu już trwa: poprawa jakości doktoratów w szkołach doktorskich, uwypuklenie roli ewaluacji dorobku, eksperymenty z zatrudnieniem tenure track – to wszystko może sprawić, że za dekadę habilitacja okaże się zbędna, bo system będzie potrafił oceniać i promować naukowców na bieżąco i meritorycznie.
Konkluzja: System habilitacji w Polsce anno 2025 jest wypadkową tradycji i reform. Zapewnia on względnie wysokie standardy kwalifikacji naukowych (co jest jego siłą), ale zarazem generuje niepożądane skutki uboczne w postaci opóźnień kariery i biurokratycznych obciążeń (to jego słabości). W najbliższej przyszłości kluczowe będzie znalezienie złotego środka między utrzymaniem jakości a zwiększeniem elastyczności. Polska nauka, chcąc być konkurencyjna i atrakcyjna, powinna ewoluować w kierunku systemu opartego bardziej na osiągnięciach niż formalnych barierach. Stopień doktora habilitowanego może stopniowo zmieniać swoją rolę – z obowiązkowego przystanku na ścieżce, na jeden z możliwych certyfikatów doskonałości naukowej. Rekomendacje zawarte powyżej wskazują drogę do takiej transformacji: stopniowej, przemyślanej, w dialogu ze środowiskiem. Ostatecznym celem powinna być kariera naukowa oparta na meritokracji i innowacyjności, w której system awansów – czy z habilitacją czy bez – służy wydobywaniu najlepszych talentów i wspieraniu ich rozwoju ku pożytkowi nauki w Polsce i na świecie.
Źródła: Praca odwołuje się do licznych źródeł, m.in. tekstów ustaw i rozporządzeń, danych statystycznych MEiN, opracowań prasowych i eksperckich (Gazeta Prawna, PAP Nauka w Polsce), analiz Science Watch Polska, a także literatury naukowej i wypowiedzi przedstawicieli środowiska. Dzięki temu wnioski niniejszego opracowania są mocno ugruntowane w dostępnych faktach i opiniach, co nadaje im wiarygodność i użyteczność dla dalszej dyskusji o polityce naukowej.